sobota, 4 stycznia 2014

Filozofia na miarę

Otoczeni my przez nadmiar i niebywałą różnorodność filozoficznych konceptów, czasem nie wiadomo w którą stronę głowę obrócić, czasem głowa boli od kręcenia (się w kółko). Ani to smutne, ani nieprawdziwe. Ze swojej strony staram się - prawie zawsze - otwarcie, na świeżo podchodzić do nowego i nieznanego; ale bywa, że trzecie oko uparcie jest przymknięte i nie chce się otworzyć. Czasem mój umysł jest rozedrgany po przeczytaniu i wchłonięciu filozofii - takiej, siakiej, sąsiada, ogromne-i-tak dalej - że galaretowata toń nie wie jak wrócić na swoje poprzednie miejsce. Niestety, takich oświeceń mało, są one bardzo rzadkie tak jak rzadkie są różowe brylanty. Najważniejsze, zawsze powtarzam, nie szukać głębszych przemyśleń na siłę plus nie tarzać się na płyciznach, a to znaczy min. iść na przyspieszony kurs filozofii po godzinach na znanej uczelni, albo gorzej: zaczytać się w Sekrecie czy mieć za guru duchowego wynajętego nauczyciela. Dobrze wiedzieć kim był Platon i jego jaskinia, dlaczego naziści tak polubili Nietzschego albo dlaczego Budda jest taki zawsze na czasie. 

A te refleksyjki za sprawą książeczki z cyklu trafionych do mnie przypadkowo czyli Sztuka rozumienia Jiddu Krishnamurti ORAZ jednego odcinka telewizji śniadaniowej. Krishnamurti - jakkolwiek udziwniony dla przeciętnego czytelnika jego styl może się wydać - stawia na jedną ważną kwestię: na uczciwość. Telewizja śniadaniowa na jednorazowość. Dobra, te rzeczy nic nie łączy. Niemniej istnieje ta presja - ONA JEST WSZĘDZIE, taka wysublimowana i spogląda na ciebie smutnymi oczętami - na  b y c i e  inteligentnym. Inteligencji nie można się nauczyć, nie można jej przyswoić (żadne tam certyfikaty i doktoraty), nie można też jej do końca zdefiniować. Jest ona zawieszona pomiędzy twoimi doświadczeniami, pragnieniami i percepcją. 

Czasem poraża myśl, jak bardzo jesteśmy przypadkowi we wszechświecie i jak bardzo oddaleni od wszystkiego: od siebie, od życia i od prawdy.

Z kolei we wspomnianej telewizji śniadaniowej sztuk ludzi kilka, wszyscy j a k o ś  znani, prowadzący kierują do nich pytania odnośnie postanowień noworocznych. Miało być, że nieważne czego pytają, bo tak naprawdę NIKOGO TO NIE OBCHODZI, oprócz tego, że ktoś poświęcił kilka jednostek aktywności umysłu na wysłuchanie tego. Silenie się na wyszukane odpowiedzi, byle inteligentnie i filozoficznie. Każdy (no dobra, prawie każdy) chce dorobić coś od siebie do tej mądrości przodków, urobić ideologie, uroić coś; wytłumaczyć swoje. Może to sprawdzone i stare jest dobre? Może Biblia, bajki buddyjskie plus cała Kamasutra są naszą świętą trójcą, skompilowaną Księgą, do której powinniśmy zwracać się w godzinach rozpaczy. Niestety, specjaliści od urabiania ludzi zrobią swoje, namieszają i wyjdzie z tego wywaru kolejny popkulturowy przepis na wspaniałe życie. Może już nie wiemy w co wierzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum

*