czwartek, 26 grudnia 2013

Nie śliń się na książki

Książki są po to, by mieć do czego wracać. Przynajmniej te ulubione. Mam jednak wrażenie, że zapełnianie pokoju, ścian, półek pozycjami książkowymi często ma za zadanie przydać nutki intelektualnej mieszkaniu czy jego właścicielowi. Ładnie wyglądają, nie grzech wydać dodatkowej kiesy na ten szlachetny ozdobnik. Bibliofil zbiera dla materialnej oprawy i estetyki, zaangażowany książkofil zbiera dla podkreślenia swojej misji czytelniczej. Są też osobniki, które potrzebują książek do pracy. Podsumowania nie będzie, bo trudno odgadnąć szczere intencje tego, co książki posiada. W gruncie rzeczy są one niepraktyczne: na trzonie kurz się gromadzi bardzo szybko, łapią wilgoć niczym gąbka (szczególnie te, co stoją przykładnie na parapecie). Dla takiego Kiena - bohatera Auto da fé Canettiego - prywatna biblioteka była sobie takim nadczłowiekiem i to nie tym Nietzscheańskim. (Pozycja grubaśna, czcionka najmniejsza z możliwych, momentami nużąca, ale ostatecznie warto przeczytać dla klimatu nadrealności powieści). Niektórzy trzymają dla samego trzymania czy zbierają dla samego zbierania; można też je posiadać, bo szkoda wyrzucić (odnoszę do akcji książkobranie). O czym tu miało być... ach, to, że przy sobie chcę mieć te cuda literatury, do których chcę wracać. I tak właściwie, nigdy nie wracałam, aż do niedawna. To sprawdzony patent, bo wiadomo: odkrywa się siebie na nowo, wraca się do fascynujących mózg momentów literackich czy dokłada się cegiełkę do życia duchowego. Czytanie w końcu rozwija, mnie czasem uświadamia, jakim naiwnym człek był na wcześniejszej drodze czytelniczej. Czyli rozwija.

A wszystko to wywleczone po to, by zarzucić manifestem: OTRZEPUJCIE KSIĄŻKI Z KURZU. Nie jedzcie przy niej, nie drapcie przy czytaniu za mocno różnych partii swojego ciała (książka zachowuje odpryski). Do bibliotek - szczególnie tych co mieszczą się w zapyziałych miejscach typu kamienica - wasze książki śmierdzą. Jest na to jakaś rada? Im starsza, tym bardziej zatęchła. Niby wszystko w porządku, ogrzewanie zimą jest, latem okna otwierane, sprzątaczka na etat, jednakże... coś z tymi książkami nie tak. Otwierasz sobie taką nowiusieńką, zapach papieru prosto z drukarni, jest czym się delektować. A ja lubię książki wąchać, wszystkie, więc wyobraźnia działa. Poprzedni czytelnik mojej aktualnej wypożyczonej jadł coś solonego i miał mokre ręce, może się też z nią kąpał. Także sami rozumiecie... dbajta o książki, ludzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum

*